sem

RSS
piątek, 06 listopada 2009

Ciągle wierzę w tych co nad prawym brzegiem
Wiem, że mają styl i ambicji potrzebę
Wiem  też, że mają niezłe umiejętności
Tylko czemu to wszystko rozchodzi się po kości?
To nie pstryczek w nos, nie to nie jest złośliwość
To troska by nie stracić tego co było naszą siłą
Zmarnować wspólną szkołę? Trzeba nie mieć sumienia
Tradycyjne korzenie i świeżość młodego pokolenia

Pamiętasz imprezy w aurorze, jadłodajni?
Moje stałe łącze było gorące niczym palnik
DJ Bigos zapodawał, a Ty żeś rozprowadzał
Inspiracji było multum, choć nie każdy się zgadzał
Nie wystarczało włączyć radio czy choćby metallicę
Bo wymagaliśmy więcej, kochaliśmy się w muzyce
Robiliśmy cuda, by brzęczała ta gitara
By mieć razem zespół każdy za młodu się najarał
By oddać co w sercu w tym pomagał ogrom dźwięków
Niepisany magister muzyki z warszawskiego saskersu
Ze słuchania walkmana magister kultury młodzieżowej
Cały jarmark muzyki europy środkowej

To coś więcej niż technika, to jak cecha charakteru
Zawsze niezwykłe pomysły, zawsze środkiem do celu
Poznałem różnych wielu ludzi robiących muzykę
Czegoś zawsze brakowało - co dokładnie nie uchwycę
Nie wiem chłopaki, może to po prostu sentyment
Mi się ciągle wydaje, że to uczucie prawdziwe
Ciągle mam w głowie wizję, jak chłopiec sobie marzę
Że możliwe rzeczy wielkie, niezły talent mamy w darze
Ile można by dobrego zrobić dla muzyki
Miano legendarnych by zyskały nasze płyty
To Ci kolesie mają coś, co daje im ponadprzeciętność
Ze stu takich samych płyt to ta ich będzie tą najlepszą

To tylko moja wizja z którą czuję się jak dziecko
Praga Południe Punk Show - pamiętasz nasze święto?
Na tym etapie ta impreza była sukcesem
Była rozwojem, ale i do trumny wiekiem
Owszem były przez moment - były chwile uniesione
Potem tak banalnie - każdy poszedł w swoją stronę
Dziś nie grają już oba zespoły
Dziś tak rzadko się widują grające w nich osoby
Jeden podjął temat, nawija na podkładzie
Drugi robi mu ten podkład - dobrze idzie im na razie
Obaj, Gocław, Saska Kępa, z koleżeńskiego kręgu
Nagrywa z nimi paru, ale coś nie mają sensu
Trzeci - dziewczynki i hotelik
Grochów ćwiczy mięśnie - imponuje wśród twardzieli
Lecz potrafi zagrać tak, że będziecie rozczuleni
Sympatyczna morda, marnuje ręce w swej kieszeni
Czwarty się otworzył, ciekaw jest różnorodności
Oby w ciągu nowych doznań nie zagubił tożsamości

Jedno jest pewne, każdy z nich poszedł dalej
Każdy w swoim świecie błyszczy jak diament
Bo każdy ma w sobie tchnienie, cień tamtych dni
Marzę o słońcu co odda pełen blask tamtych chwil
15:33, sem1988
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 lutego 2009

Tylko proszę Cię Janek, prosto stój!

Wygłaszasz poezję, na sali śmiech
Wkładasz w to serce, oni nie wiedzą co jest
To się powtarza i nic się nie zmienia
Nie marnuj już czasu, niech to zaczną doceniać
Czujesz tak mocno, masz w sobie głos
Nie staniesz prosto, nie wykrzyczysz go
Zobacz człowieku, ta świadomość to dar
Jest jeszcze chwila, zamień to w skarb

Tylko proszę Cię Janek, prosto stój!

Patrzę na Ciebie, wiem, że byś chciał
Pośród Tych drzew, byś jak wiatr wiał
Proste marzenie, by cieszyć się życiem
By wydać owoc, który będzie zachwytem
Między tryby maszyny czas włożyć klin
Wesprzeć świadomość ze wszystkich sił
Chorej codzienności nogę podstawić
To jedyny czas, by wszystko naprawić

Tylko proszę Cię Janek, prosto stój!
23:01, sem1988
Link Komentarze (5) »
środa, 05 listopada 2008

WIELKA PUSTKA

On płakał w szalecie w ostatniej kabinie
Gdy zrozumiał jesienią, że te wszystkie chwile
To iluzja, wielka pustka

Za wyciskanie pryszczy i uśmiech miły
Za brak twardej miny i za frajerskie czyny
To iluzja, wielka pustka

Ogromna galeria i pełno w niej światła
On patrzy przez witryny, lecz dla niego to krata
To iluzja, wielka pustka

Wszyscy wiedzieli, wytykali palcami
Tylko nie wiedział on, każdy żył za plecami
To iluzja, wielka pustka

Czy znasz takie chwile, gdy nie wiesz co robić
Gdy zamiast zaradzić, zaczynasz się nad tym głowić
Czy znasz takie chwile
Gdy największa radość staje się największym smutkiem
Gdy plany z odległych robią się krótkie
Gdy padasz na glebę, gdy lecą kamienie
Nawet ciemność przed sobą widzisz we mgle
Czy znasz te chwile, gdy idziesz przez mękę
I jesteś w stanie uwierzyć, że Twoje szczęście
To iluzja, wielka pustka
 

MORAŁ

Co kryjesz za swoim zażenowaniem
Może chciałbyś poczęstować mnie gazem?
Kocham patrzeć, jak niesmaczą Cię pierdoły
Zarzuć mi wszystko, puść na mnie czarne wrony
Brak dobrych manier i wychowania
W bardzo złym świetle zrób ze mnie drania
Dla Ciebie robię rzeczy chamskie
Lecz to są właśnie powierzchowne konwenanse

Ty jednak by to zniszczyć,
Gotów jesteś dojść do zgliszczy
Zniszczyć wszystko do okoła
Tylko taka Twoja rola
Już po jednym moim słowie
Powiedzianym w przykrym tonie
Tu zaraz wszystko spłonie
Bo od Ciebie zionie ogień
Co się kryje za zażenowaniem
Może rzucisz we mnie kamień
Może nie zrobisz nic
Wyśmiejesz i każesz z tym żyć
Może zaraz razem z tłumem
Uwypuklisz swoją dumę
Może zaraz Ci pomogę
I odbiorę ją sam sobie
Może stane nad przepaścią
Przeklinając całe miasto
Linę przetnę i polecę
Wylewając krwiste ciecze
Może Tobie to pomoże
Przecież jest przeze mnie gorzej
Tylko nie mów, że Ty nie wiesz
Przecież jesteś taki pewien
Sądujesz mnie wyrokiem,
Myślisz, że to ujdzie bokiem
Pytasz czy Ci daje morał
A ja pytam co wybierzesz - Twoja wola.
 

12:55, sem1988
Link Dodaj komentarz »