poniedziałek, 15 lutego 2010
Słowa zawinięte jak klucz wiolinowy Jestem równie pokręcony i mam na to sposoby Gdzieś w środku mojej głowy tkwi rozwiązanie Kluczem do niego jest rymów układanie Myśl w mojej głowie jak pięciolinia faluje Choć powieki mam ciężkie - dobrze się czuję Dzięki bystrym zmysłom mam dostępne dane Określam szukane i mam rozwiązanie Czasem to myśli marzeniami ujarane Chodzę jak pijany i obijam się o ścianę Nie ma większego haju niż spełnione marzenia Lepsza tylko perspektywa, że kolejne się spełnia Choć wielu twierdziło, że mam najebane Przybyłem, zamarzyłem i zrealizowałem I byłem chochlikiem od przestawiania liter Dobrze wiedziałem czego nie wspierać swym bitem Nie odwracaj się to nie jazda figurowa Życie nie polega na tym by twarz swoją chować To opowieści zza magicznej kotary Zobacz czary mary, czego nie powie Ci Twój stary To zwiedzanie świata nocnym autobusem Oto owca pełna siarki, Ty jesteś naiwnym smokiem Zaraz zmykam stąd, niedługo wstaje dzień Chochlicza czapa na łeb, ale nie myśl, że to zły sen
piątek, 06 listopada 2009
Ciągle wierzę w tych co nad prawym brzegiem Wiem, że mają styl i ambicji potrzebę Wiem też, że mają niezłe umiejętności Tylko czemu to wszystko rozchodzi się po kości? To nie pstryczek w nos, nie to nie jest złośliwość To troska by nie stracić tego co było naszą siłą Zmarnować wspólną szkołę? Trzeba nie mieć sumienia Tradycyjne korzenie i świeżość młodego pokolenia
Pamiętasz imprezy w aurorze, jadłodajni? Moje stałe łącze było gorące niczym palnik DJ Bigos zapodawał, a Ty żeś rozprowadzał Inspiracji było multum, choć nie każdy się zgadzał Nie wystarczało włączyć radio czy choćby metallicę Bo wymagaliśmy więcej, kochaliśmy się w muzyce Robiliśmy cuda, by brzęczała ta gitara By mieć razem zespół każdy za młodu się najarał By oddać co w sercu w tym pomagał ogrom dźwięków Niepisany magister muzyki z warszawskiego saskersu Ze słuchania walkmana magister kultury młodzieżowej Cały jarmark muzyki europy środkowej
To coś więcej niż technika, to jak cecha charakteru Zawsze niezwykłe pomysły, zawsze środkiem do celu Poznałem różnych wielu ludzi robiących muzykę Czegoś zawsze brakowało - co dokładnie nie uchwycę Nie wiem chłopaki, może to po prostu sentyment Mi się ciągle wydaje, że to uczucie prawdziwe Ciągle mam w głowie wizję, jak chłopiec sobie marzę Że możliwe rzeczy wielkie, niezły talent mamy w darze Ile można by dobrego zrobić dla muzyki Miano legendarnych by zyskały nasze płyty To Ci kolesie mają coś, co daje im ponadprzeciętność Ze stu takich samych płyt to ta ich będzie tą najlepszą
To tylko moja wizja z którą czuję się jak dziecko Praga Południe Punk Show - pamiętasz nasze święto? Na tym etapie ta impreza była sukcesem Była rozwojem, ale i do trumny wiekiem Owszem były przez moment - były chwile uniesione Potem tak banalnie - każdy poszedł w swoją stronę Dziś nie grają już oba zespoły Dziś tak rzadko się widują grające w nich osoby Jeden podjął temat, nawija na podkładzie Drugi robi mu ten podkład - dobrze idzie im na razie Obaj, Gocław, Saska Kępa, z koleżeńskiego kręgu Nagrywa z nimi paru, ale coś nie mają sensu Trzeci - dziewczynki i hotelik Grochów ćwiczy mięśnie - imponuje wśród twardzieli Lecz potrafi zagrać tak, że będziecie rozczuleni Sympatyczna morda, marnuje ręce w swej kieszeni Czwarty się otworzył, ciekaw jest różnorodności Oby w ciągu nowych doznań nie zagubił tożsamości
Jedno jest pewne, każdy z nich poszedł dalej Każdy w swoim świecie błyszczy jak diament Bo każdy ma w sobie tchnienie, cień tamtych dni Marzę o słońcu co odda pełen blask tamtych chwil
środa, 02 września 2009
Czy jestes tu w ciemnych interesach? Moze i nie, ale myslisz o stresach Tyle sily poszlo by ten dzien zwyciezyc Chcesz usiasc wygodnie i sie odprezyc Chcesz usiasc i wozem sie bujac W amerykanskim stylu po rejonie hulac Chcesz odprezyc sie w najlepszym stylu Tak jak nas ucza koledzy z Brooklynu Jak sie odprezyc to oni wiedza Spokojnie przeciez na Bronxie nie siedza Strzelaniny, wymuszenia, rozboje, kradzieze Po takim wysilku nie wystarczy polezec Trzeba wziac wielka fure i sie rozjebac Zatonac w fotelach i z piskiem odjechac Z piskiem takim by slyszala cala ameryka Sasiad z kompleksow wezwie mechanika Posluchaj czlowieku, choc nie jestem w stanach Latwiej wywolac ten klimat, niz wywolac szatana Wozic sie jak grubas, ja dobrze znam to Wystarczy miec troche oldschoolowe auto Dobre auto i odpowiednie siedzisko Sciskanie posladow popsuje wszystko A przeciez chcesz zapomniec o problemach Zapomnisz o wszystkim gdy usiadziesz w fotelach
Inter Brooklyn, Brooklyn, Brooklyn Nie Groclin Tylko Brooklyn, Brooklyn, Brooklyn Inter Brooklyn, Brooklyn, Brooklyn
wtorek, 10 lutego 2009
Tylko proszę Cię Janek, prosto stój!
Wygłaszasz poezję, na sali śmiech Wkładasz w to serce, oni nie wiedzą co jest To się powtarza i nic się nie zmienia Nie marnuj już czasu, niech to zaczną doceniać Czujesz tak mocno, masz w sobie głos Nie staniesz prosto, nie wykrzyczysz go Zobacz człowieku, ta świadomość to dar Jest jeszcze chwila, zamień to w skarb
Tylko proszę Cię Janek, prosto stój!
Patrzę na Ciebie, wiem, że byś chciał Pośród Tych drzew, byś jak wiatr wiał Proste marzenie, by cieszyć się życiem By wydać owoc, który będzie zachwytem Między tryby maszyny czas włożyć klin Wesprzeć świadomość ze wszystkich sił Chorej codzienności nogę podstawić To jedyny czas, by wszystko naprawić
Tylko proszę Cię Janek, prosto stój!
sobota, 24 stycznia 2009
Pas! Ja! Pas! Ja! Mo! Ty! Wac! Ja!
Patrz - jak wiele zmienia Energia wrze i trzęsie się ziemia Słuchaj - żyję w świecie pasji Sam człowiek nie wie ile potrafi
Pas! Ja! Pas! Ja! Mo! Ty! Wac! Ja!
Próbowałem coś sobie wmówić Ale nie potrafię Tego nie lubić Podświadomie coś mnie ciągnie Rozwijam to co czuję dobrze
Pas! Ja! Pas! Ja! Mo! Ty! Wac! Ja!
Jak na siłę pchasz się w lipę Czuje Twoje ciało i odstawia kichę Samo zakręca kurek z energią Musisz to przeciąć, rozwiązanie jedno Ja oddaję wszystko, serca nie skąpie Dobrze to wiem, dlatego nie wątpię Zmęczenie? Pieprzenie, patrz co robię Oddechu tak mało, a ja nakręcony chodzę
Pas! Ja! Pas! Ja! Mo! Ty! Wac! Ja!
środa, 21 stycznia 2009
Jestem fanem moto i boli mnie to bardziej Lubię cisnąć w pedał, ale tobą gardzę W szaleństwie mam granice, no i nigdy alko Bo jestem człowiekiem, a nie człowieka kalką Łeb masz zalany, przez Ciebie ginie człowiek Ty się dobrze bawisz, teraz za to odpowiedz Nie umiesz się przyznać, zwalasz na kolegę Gdzie się wychowałeś? Nie chcemy tu Ciebie
Najebany gnojku, gardzisz ludzkim życiem Odebranie życia to najgorszy grzech On nie żyje, a Ty jesteś wolny To było morderstwo, nie chcemy takich jak Ty
Nie dość że pijany, to jeszcze brawurowy Jeszcze szkoda, że samochód niekradziony Gdyby się udało, szpanowałbyś kolegom Teraz kulisz ogon i zwalasz na niego Wszyscy lubimy w opór się bawić To przegięcie śmiertelne kogokolwiek zabić Blask w jego oczach na zawsze zgasł Ciebie to wali, że on już nie ma szans Nic Cię nie obchodzi, że zniszczyłeś ludziom życie Teraz chuju łżesz, gdy jego matka płacze Wiem jak moja płakałaby za mną Za ten płacz, kurwa w piekle bym Cię zamknął
Najebany gnojku, gardzisz ludzkim życiem Odebranie życia to najgorszy grzech On nie żyje, a Ty jesteś wolny To było morderstwo, nie chcemy takich jak Ty
poniedziałek, 24 listopada 2008
DZIĘKÓWA DLA CHŁOPAKÓW
Na osiedlu jest taka salka Tam chłopaki dają ostro po garkach Wiesz jak to w życiu, problemów sporo Grają mocno bo realia bolą To ostre granie w stylu ha-ce Bywa różnie, ale chodzi o coś więcej Dwa razy w tygodniu ze sobą razem Co cieszy, a co boli jadą z przekazem
Wspólne chwile przy okazji próby Odciągnęły w życiu nieraz od zguby Muzyka to nośnik i dobry pretekst Czasu mało, by coś dla siebie mieć Przypierdolić mocno, wykrzyczeć z siebie Pogadać jak jest - przed, po i w przerwie Ta kooperacja to jest dla nas szansa By poprawić to co spieprzone na maksa
Pieniądze - wiemy, szczęścia nie dają To dobrzy ludzie w sobie je mają Dobrzy ludzie, gdzie są, w ogóle byli? Spotkali się w salce w jednej chwili Mocna świadomość i mocne brzmienie Pomocna dłoń takie mamy korzenie Pomocne dusze, to jest najważniejsze Techniczne wpadki pozostają śmieszne
PO CO TO OGLĄDASZ? (TV)
Siedzisz przed telewizorem sam w pokoju Oddajesz się magii kolorów To świat na pokaz, nic się za nim nie kryje Toniesz w tym bagnie a to brudy czyjeś Sztuczne problemy, ktoś wymyślił je w przerwie Absurdalne rozwiązania, a Ty śledzisz to wiernie Zrobić z siebie pajaca i wyśmiać wszystko Bezpiecznie zza ekranu widzisz jak ktoś upada nisko
Teraz powiedz - Po co to oglądasz?
Siedzisz przed ekranem i wiesz co się liczy Angażujesz się bardzo, a Ciebie to nie dotyczy Obrzucają błotem i nabijają się z siebie Gdy ktoś Tobie tak zrobi wybuchasz gniewem To śmieszne pudełko ze szklanym ekranem Zastępuje Ci życie, jest Twoim panem Siedzisz przed nim a życie ucieka Wyłącz to, zobacz co naprawdę Cię czeka
Teraz powiedz - Po co to oglądasz?
środa, 05 listopada 2008
WIELKA PUSTKA On płakał w szalecie w ostatniej kabinie Gdy zrozumiał jesienią, że te wszystkie chwile To iluzja, wielka pustka
Za wyciskanie pryszczy i uśmiech miły Za brak twardej miny i za frajerskie czyny To iluzja, wielka pustka
Ogromna galeria i pełno w niej światła On patrzy przez witryny, lecz dla niego to krata To iluzja, wielka pustka
Wszyscy wiedzieli, wytykali palcami Tylko nie wiedział on, każdy żył za plecami To iluzja, wielka pustka
Czy znasz takie chwile, gdy nie wiesz co robić Gdy zamiast zaradzić, zaczynasz się nad tym głowić Czy znasz takie chwile Gdy największa radość staje się największym smutkiem Gdy plany z odległych robią się krótkie Gdy padasz na glebę, gdy lecą kamienie Nawet ciemność przed sobą widzisz we mgle Czy znasz te chwile, gdy idziesz przez mękę I jesteś w stanie uwierzyć, że Twoje szczęście To iluzja, wielka pustka MORAŁ Co kryjesz za swoim zażenowaniem Może chciałbyś poczęstować mnie gazem? Kocham patrzeć, jak niesmaczą Cię pierdoły Zarzuć mi wszystko, puść na mnie czarne wrony Brak dobrych manier i wychowania W bardzo złym świetle zrób ze mnie drania Dla Ciebie robię rzeczy chamskie Lecz to są właśnie powierzchowne konwenanse
Ty jednak by to zniszczyć, Gotów jesteś dojść do zgliszczy Zniszczyć wszystko do okoła Tylko taka Twoja rola Już po jednym moim słowie Powiedzianym w przykrym tonie Tu zaraz wszystko spłonie Bo od Ciebie zionie ogień Co się kryje za zażenowaniem Może rzucisz we mnie kamień Może nie zrobisz nic Wyśmiejesz i każesz z tym żyć Może zaraz razem z tłumem Uwypuklisz swoją dumę Może zaraz Ci pomogę I odbiorę ją sam sobie Może stane nad przepaścią Przeklinając całe miasto Linę przetnę i polecę Wylewając krwiste ciecze Może Tobie to pomoże Przecież jest przeze mnie gorzej Tylko nie mów, że Ty nie wiesz Przecież jesteś taki pewien Sądujesz mnie wyrokiem, Myślisz, że to ujdzie bokiem Pytasz czy Ci daje morał A ja pytam co wybierzesz - Twoja wola.
|
|